Kemping nad Balatonem, czyli wakacje pod namiotem z dziećmi

Pandemia, która szaleje od marca na dobre uziemiła naszą rodzinę w domu. Po tylu miesiącach, w końcu zaszaleliśmy i najpierw ruszyliśmy nad Bałtyk, a potem nad Balaton.

Wiedzieliśmy, tylko że po kilku dniach normalnych wakacji w Kołobrzegu, marzy nam się przygoda pod namiotem. Prognozy zapowiadały się fatalnie, z perspektywą zimnych nocy i burz, oraz dni pełnych deszczu. Nie zaryzykowaliśmy i wybraliśmy najbliższe miejsce na mapie, gdzie miało być ciepło:  Balaton – największe jezioro w Europie Środkowej i Węgry – kraj zupełnie nam obcy… Bez dokładnego planu i rezerwacji, prawie zupełnie w ciemno trafiliśmy do Zamárdi na Mirabella Camping.

Mirabella Camping
Widok na Balaton
Widok na camping
Widok na 8 alejkę Mirabella Camping

Droga

Wyruszaliśmy z Mosiny, późnym popołudniem ok. 17.30. Do wyboru mieliśmy dwie trasy – według szacunków obie można było przejechać w podobnych czasie – ok. 8,5 – 9 godzin do celu. Obie przebiegały przez Czechy i Słowację, jednak różniły się znacząco pod kątem przejechanych kilometrów. Na początek wybraliśmy tą krótszą, przez Wrocław, okolice Kłodzka i przejście w Boboszynie. Kolejny odcinek w Czechach przejechaliśmy w stresie wypatrując stacji benzynowej, by zakupić winietę – cena w kantorze przed granicą wydawała się znacznie zawyżona. Droga wiodła przez góry, była bardzo malownicza, zmrok zapadał coraz szybciej. Klimat niezwykły, ale cieszyłam się, że dzieci przetrwały tę trasę bez choroby lokomocyjnej. W połowie drogi zaplanowaliśmy przerwę. Udało nam się znaleźć nocleg w Brnie, choć Ołomuniec też braliśmy pod uwagę. Po takim czasie bez podróży nie chcieliśmy się zamęczyć już pierwszego dnia, zwłaszcza, że nie wiedzieliśmy co nas czeka na miejscu.  Dwa etapy po 4-5 godzin wypadły korzystnie. Nasze maluchy zupełnie odzwyczaiły się od auta, a nasz prawie dwulatek niekoniecznie lubi jeździć i siedzieć w foteliku. Na szczęście poza drzemkami ratowała nas muzyka. Kolejnego dnia musieliśmy sprawnie przejechać przez część Czech, Słowację i Węgry. Wszędzie są potrzebne winiety, nam wystarczyły 10-dniowe. Słowacką kupiliśmy przez Internet, a węgierską na granicy. Granice były otwarte i przejezdne. Nie spotkaliśmy dodatkowych kontroli ze względu na koronawirusa – wszystko poszło gładko, a o pandemii przypominały tylko informacje o konieczności zakładania maseczek. W powrotnej drodze zrezygnowaliśmy z atrakcji w górach i noclegu. Pojechaliśmy tą nudniejszą trasą przez Ostrawę w Czechach i dalej A1 przez Gliwice i A4 do Wrocławia i naszą wspaniałą S5 do domu.

Kemping-zakwaterowanie

Zastanawialiśmy się, o której dotrzeć na kemping. Okazało, się że pojawiając się na miejscu przed 14.00, uniknęliśmy kolejek i trafiliśmy na sporo wolnych parceli, które mogliśmy obejrzeć i wybrać pod kątem położenia, cienia, czy nawet nawierzchni. Mieliśmy chwilę, żeby zastanowić się, gdzie rozbić nasz namiot. Lokalizacja jest kluczowa, choć zawsze gdzieś będzie daleko. Do wyboru były miejsca na polu – trawie i parcele, wszystkie z dostępem do prądu. W alejkach były też kraniki z wodą pitną. My wybraliśmy parcelę, blisko jeziora i placu zabaw.  W recepcji konieczne było pokazanie wszystkich dowodów, więc samo zakwaterowanie trwało dość długo i tak w końcu utknęliśmy w kolejce. Na szczęście po angielsku dało się spokojnie porozumieć, węgierski jest językiem zaskakującym i zupełnie do niczego nie podobnym (przypomina fiński, ma też naleciałości z tureckiego). Nasi sąsiedzi byli Węgrami, było też trochę Polaków i Niemców. Komunikacja na co dzień nie była taka banalna i trochę brakowało mi znajomości podstawowych słów po węgiersku.

Namiot
Warto solidnie rozbić namiot, najlepiej na górce – nad Balatonem spotkała nas noc z silnym wiatrem, deszczem i burzami.
Relaks na kepingu
Wybór parceli na kempingu nie jest łatwy, ale dla takich widoków się żyje i podróżuje tak daleko:D

Na kempingu nad Balatonem.

Generalnie Mirabella Camping był miejscem, w którym można było funkcjonować bez wycieczek do miasta.  Miał wszystko czego potrzebowaliśmy: 3 restauracje/bary, świetnie wyposażony sklep, basen.   W zasadzie tylko raz zrobiliśmy wielką wyprawę do Zamárdi.

Nasze obawy związane były głównie z warunkami w toaletach i łazienkach. Czytając opinie nastawialiśmy się na różne warianty. Jednak było czysto i zupełnie normalnie dało się korzystać ze wspólnych sanitariatów. Miłym zaskoczeniem była toaleta dla dzieci i podest przy umywalkach, tak że dzieci mogły spokojnie i bez stresu umyć zęby.  Prysznice były zamykane, z wodą o jednej letniej temperaturze. Dało się przeżyć, tłumów w sanitariatach nie było, przynajmniej w naszych godzinach. W łazienkach były też gniazdka na suszarki i lustro:D

Na kempingu panowała cisza nocna. Raz czy dwa muzyka zamilkła o 22.15. Nie było krzyków, ani imprez. Wysypialiśmy się wyśmienicie, do ósmej, a nawet dziewiątej rano. Nasz namiot ma zaciemnioną sypialnię, więc nie nagrzewał się od rana. Noce były ciepłe, chociaż śpiwory  oczywiście się przydały.

Życie pod namiotem na kempingu to niby nic nadzwyczajnego. Jednak wszystkie codzienne czynności nabierają innego wymiaru i znaczenia. Posiłki ugotowane na kuchence przy namiocie i zjedzone w stylu piknikowym na świeżym powietrzu są jedyne w swoim rodzaju. Jajka sadzone i kawa były obowiązkowym śniadaniem. Mycie naczyń super atrakcją. Dzieci szybko się przyzwyczaiły do muzyki świerszczy, do ptaków, do komarów. (Spray na komary i żel po ukąszeniu to niezbędny zestaw. )

Balaton to niby zwyczajne jezioro. Jednak od strony południowej przez długi czas bardzo płytkie – woda sięga do pasa. Plaże są trawiaste, do wody wchodzi się po schodkach, by dotknąć nie do końca przyjemnego mulistego dna. Jednak temperatura i słońce wynagradzają te niedogodności. Poza tym dmuchane materace i koła ratują sytuację. I widok na promy kursujące na półwysep Tihany, góry i żaglówki. Najbardziej intrygujące były światła migające jak na latarniach morskich – system ostrzegania przed sztormem. Bo jak się okazało burze i silne wiatry także pojawiają się nad Balatonem.  Ostatnia noc z deszczem była pełna emocji – namiot wytrzymał, chociaż pakowanie się w takich warunkach było niezłym wyzwaniem.

Recepcja
Recepcja i bankomat
Droga główna kempingu
Główna droga kempingu. Po prawej stronie widać restaurację.
Basen
Niewielki basen ze zjeżdzalnią
Animacje
Miejsce animacji – były kolorowanki, zabawy ruchowe, dyskoteka
Sanitariaty na Mirabella Camping
Budynek sanitariatów – toalety, łazienki oraz kuchnia z kuchenkami gazowymi i zlewozmywakami
Głodomory czekają
Poranek na kempingu – oczekiwanie na śniadanie

Na co można wydać forinty?

Walutą na Węgrzech jest forint, z bardzo trudnym przelicznikiem na złotówki. Próbowaliśmy przeliczać, że 100 forintów to 1,30, 1000 to 13 złotych, a 10 000 to 130 złotych. Łatwo nie było, ale ceny mimo wszystko wydawały się przystępne, porównywalne z polskimi. Pośród hamburgerów i kebabów, naleśników czy kukurydzy poszukiwaliśmy lokalnych węgierskich dań. Naszą uwagę przykuły langosze, dorsz, zupa gulaszowa, czy jej zupełne przeciwieństwo zupa malinowa z twarogiem na słodko. Nauczyliśmy się  słówka túró – twarożek, obecnego też w batonikach Pöttyös Túró Rudi. Charakterystycznych opakowań w kropki trzeba szukać w lodówkach! Jednak to lemoniada z bodzą okazała się hitem kempingu. W sklepiku znalazłam też jej wersję komercyjną – niebieską fantę.  Udało nam się też trafić do lokalnej cukierni z lodami i tortami. 

Czy tak powstają lody na Węgrzech
Lody po węgiersku
Lody
W cukierni smaki lodów podane były w języku węgierskim i niemieckim. Już tradycyjnie próbowałam pistacjowe, które zawsze smakują inaczej – były przepyszne
Zupa gulaszowa
Zupa gulaszowa
Fanda z bodzo
Fanta + bodza
Jedzenie na Węgrzech
Langosze – zdjęcie z wycieczki do miasta:D

Dzieci i dorośli kochają kemping.

I choć może nie zwiedziliśmy wszystkiego dookoła to wystarczyły klasyki: bierki, karty i bieganie po placu zabaw. Kąpiele w ciepłym i płytkim jeziorze w dzień, a wieczorem oglądanie meczów siatkówki i zachodów słońca.  Może następnym razem dojedziemy do domu lawendy w Tihany czy jeziora termalnego w Heviz…  A może znowu zostaniemy na naszej parceli i będziemy celebrować zwyczajny dzień patrząc na spokojną taflę Balatonu. Takie wakacje trzeba powtórzyć…

Przed burzą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: