Co prawda wakacje jeszcze trwają, a w naszych głowach nowe plany i wyprawy, postanowiłam skusić się na małe podsumowanie naszego urlopu. Czuję, że to najlepszy moment, żeby trochę powspominać, otrzeć łezki z kącików oczu, westchnąć i utrwalić chociaż kilka naszych wakacyjnych pomysłów.

Czasem słońce czasem deszcz w Tarnowie

Zaczęliśmy z przytupem, przejeżdżając ponad 500 kilometrów, by zobaczyć Tarnów. Podróż minęła nieźle, chociaż nie ukrywam, że odczułam, jak to było daleko. Połowę trasy dziewczyny przespały, drugą już nie. Zawsze kryzys przychodzi gdzieś w okolicach Katowic, kiedy jeszcze dość spory kawałek przed nami. Dojechaliśmy i najpierw spacerowaliśmy w deszczu, nie widząc wiele spod parasola, potem uciekaliśmy przed wichurą, a na koniec grzaliśmy się w słońcu, by ostatniego dnia zwiedzać Mościce w mrzącym leniwie deszczu. W ten oto sposób pogoda stała się główną bohaterką naszych wakacji, kaprysiła, dopisywała, zaskakiwała, by zirytować niespodziewaną ulewą psującą wszelkie plany. W końcu mnóstwo czasu spędzaliśmy w terenie, przemierzając obce ulice, gubiąc się i odnajdując. W tym pierwszym miejscu naszych wakacji, podszas pierwszego spaceru, dotarło do mnie, że dzieciakom w sumie deszcz nie przeszkadza tak bardzo. Wystarczy, że mają kalosze i parasolkę, że mogą schować się na chwilę pod parasolem pałaszując gofry. Na ulicy Wałowej co piątek odbywały się spotakania ze Street Artem i mieliśmy okazję zobaczyć jak dzieciaki szaleją z Klaunami. Były piosenki, tańce, pociągi, bańki mydlane, konfetti. Impreza trafiła w gust zarówno przedszkolaka, jak i roczniaka, a lizak i czapeczka były  wytańczonymi nagrodami marzeń.

Zwiedzanie z przewodnikiem
O 12.00 Pan Przewodnik zabrał grupę na zwiedzanie Tarnowa. Akurat przestało padać i można było podziwiać przepiękny widok. Udało nam się dołączyć tylko na chwilę, a potem poszliśmy swoimi drogami.
tańce łamańce na Wałowej
Tańce Łamańce na ulicy Wałowej w Tarnowie.
ławeczka w Mościcach
Ławeczka w parku w Mościcach – zwiedzanie tarnowskiej dzielnicy w delikatnym deszczu.

 

Na drugi Brzeg, bo tam nie pada

Mieliśmy zwiedzić Kraków, zobaczyć pałac w Pszczynie, ale trafiliśmy do Brzegu. W Krakowie zjedlimy obiad, ale intensywna ulewa i brak nadziei na przejaśnienia sprawiły, że znowu odpuściliśmy zwiedzanie. Odjechaliśmy A4 w kierunku Wrocławia i Brzeg był pierwszym miastem gdzie nie lało. Hotel z pysznym śniadaniem doskonale poprawił nam humory, a samo miasteczko zaskoczyło cudownie. Mieliśmy wracać już do domu, a spotkała nas niesamowita niespodzianka. Uważam, że to była jedna z lepszych decyzji wyprawy, zwłaszcza, że już pierwszego wieczora, odkryliśmy bogato rzeźbioną dekorację zamku w Brzegu. A następnego dnia czekały na nas piwnice, wnętrza i krużganki. Muzeum było duże i trochę trzeba było się wysilić, żeby nasze maluchy nie zanudziły się kompletnie. Na samym dole udało nam się nie przerazić tematem sarkofagów i nagrobków, potem na parterze podziwialiśmy stare portale i meble, rekonstruowane piece. Sala koncertowa była niezwykle ciekawa, podobnie jak średniowieczne Madonny. Tylko jak 4 latce wytłumaczyć kolor skóry – „dlaczego są tacy brudni”, temat ukrzyżowania, czy piety… Muzeum oceniam jako ciekawe, tylko jak zawsze brakowało mi ścieżki edukacyjnej dla przedszkolaka i na koniec wszyscy oprócz naszej rocznej córki byliśmy nieco zmęczeni. Alunia atrakcje na zamku grzecznie przespała w nosidle. W Brzegu koniecznie trzeba  zobaczyć wspaniały most, stare kamieniczki i kościoły. A wszystkiego dopełniły lody, zjedzone w pięknym ciepłym letnim słońcu.

Słoneczny Brzeg
Zamek w słonecznym Brzegu

Tajemnica naszych walizek

Po powrocie mieliśmy dosłownie jeden dzień na pranie i kolejne pakowanie, tym razem na wysokim poziomie, bo zabieraliśmy ze sobą rowery, foteliki, kaski, łóżeczko turystyczne, wózek i  krzesełko do karmienia. Walizki ogarnęłam „po japońsku” zgodnie z wskazówkami Marie Kondo z Magii sprzątania. Mimo mojego początkowego sceptycyzmu, muszę przyznać, że składanie i układanie ubrań w ponie jest genialne. Przełożyłam rady autorki o porządkowaniu szuflad na pakowanie naszych wyjazdowych walizek: „Ubranie należy złożyć tyle razy, żeby można było je ustawić pionowo, dopasowując do wysokości szuflady”(s.87-90). Wszystkie ubrania w naszych walizkach były w ten sposób widoczne i dostępne. Co prawda na wakacjach i tak w końcu skapitulowałam i wypakowałam nasze  rzeczy do szaf i oczywiście do szuflad , ale metodę polecam jako świetną receptę na ogarnięcie chaosu pakowania.

Gdynia

Po ekspresowych przygotowaniach wreszcie wszystko było gotowe, zapakowane a rowery stały na dachu naszego auta. Wyruszyliśmy, dojechaliśmy bez większych przygód, w końcu do Gdyni było tylko 370 kilometrów, czyli tylko 4,5 godziny drogi. Przez kolejne niecałe dwa tygodnie wypoczywaliśmy nad morzem, na spacerach, rowerach i wyprawach. Niestety nie zobaczyliśmy wszystkiego co planowaliśmy, w tym Muzeum Emigracji w zabytkowym Dworcu Morskim na Polskiej 1 w Gdyni, nie dotarliśmy też do Gdańska, ale musieliśmy też korzystać z pogody i chodzić na plażę. Morze było ogromną atrakcją i jak niespodziewanie pojawiły się sinice, pojechaliśmy do Rewy, by nasz przedszkolak zanurzył się w morzu. Popłyneliśmy statkiem na Hel, a do Sopotu zaniosły nas nasze rowery. Na nogach przeszliśmy całą Świętojańską. Jechaliśmy trolejbusem, a pod Akwarium przeżyliśmy ogromną burzę. Ze Skweru Kościuszki i Bulwaru wróciliśmy z balonami. Nocą patrzyliśmy na przedstawienie na schodach Muzeum Miasta Gdyni, a także na Diabelski Młyn. W dzień wymęczyliśmy się w Centrum Nauki Eksperyment. Poza tym nie zabrakło Orłowa, z Molem i Klifem, pysznych podwieczorków i lodów, powolnych śniadań i szybkich obiadów. Takie były nasze wakacje w Gdyni, cudne i jednak za krótkie.

Widok z tarasu Akwarium w Gdyni kadr.jpg
Widok z tarasu Akwarium w Gdyni

 

Na plaży w Rewie7
Plażujemy w Rewie
karmienie fok
Karmienie fok w Fokarium na Helu
Na rowerach
Na wycieczce rowerowej w Kolibkach

Wokół Wałcza

Na koniec siłą rozpędu i odzwyczajenia codzienności, zapakowałam dziewczyny i ruszyłyśmy w drogę do babci. Mama też mogła ogarnąć mały wypad wakacyjny, skoro tata niestety już musiał wrócić do pracy. Na dzień dobry załamały nas całe dwa dni deszczu, a potem mogło być już tylko lepiej. Może nie było pogody plażowej, ale na plac zabaw i na lody dało się wyjść. Pojeździliśmy też trochę po okolicy, żeby poprzypominać sobie stare kąty i znaleźć trochę atrakcji dla przedszkolaka i roczniaka. Zachwyciliśmy się Dziką Zagrodą z żubrami i rysiami w Jabłonowie, ruinami pałacu w Kłębowcu, kościołami w Skrzatuszu, Tucznie i Golcach, młynem w Czapli, przedwojennym wiaduktem nad nieistniejącymi już torami i czarodziejską górką w Rutwicy. A lasy pachniały grzybami…

Ruiny Pałacu w Kłębowcu pod Wałczem8
Pałac w Kłębowcu (Zosia pyta o kretowiska)
Dzień dobry, żubrze
Zagroda dla żubrów i rysi w Jabłonowie
W lesie
Spacer po lesie

Nocowanie u dziadków

Zaraz po powrocie z Wałcza, ledwie tylko zaparkowałam auto pod domem, zdążyłam wziąć kilka oddechów mosińskiego powietrza, a już szykowały się kolejne atrakcje. Wyjazd naszego przedszkolaka pociągiem do Poznania i szaleństwa na sali zabaw z dziadkami i kuzynką. Potem było nocowanie bez rodziców i jeszcze wyprawa w podobnym składzie do Deliparku, gdzie najwiekszą frajdę sprawiły dzieciakom dmuchańce. Nasza duża córka nie zdążyła nawet zatęsknić i świetnie sobie poradziła bez mamusi…

Mosina i okolice

Co prawda Zosia poszła już do przedszkola i czujemy nieunikniony koniec wakacji, zamierzamy nadal korzystać z pogody, imprez i  lodów. Na co dzień wracamy na piechotę z przedszkola, idziemy na Prawdziwe Lody do Kreatywnego Domku, siedzimy na dworze w ogródku, bierzemy biegówkę lub hulajnogę. W weekendy korzystamy z atrakcji i wydarzeń. I tak byliśmy na basenie w Kórniku, robiliśmy rysunek na Szeroko na Wąskiej, jedliśmy ogromną watę cukrową na festynie w Mosinie, zabraliśmy dziewczyny na koncert podczas festiwalu Batyskaf w Kórniku… Na koncercie nawet im się spodobało, w końcu były tam kulki, zjeżdżalnia, malowanie buziek i można było dostać balonika w kształcie kwiatka. W Rogalinie oglądaliśmy zabytkowe auta i dotykową makietę z planem zabudowy. A w przyszły weekend też na pewno coś wymyślimy… A jak mijają Wasze wakacje?

Szeroko na wąskiej w Mosinie
Szeroko na Wąskiej w Mosinie
20160731_114116
Prezentacja sztuki marmurkowania – Ebru podczas Szeroko na Wąskiej w Mosinie
20160820_161226
Poznajemy plan rezydencji w Rogalinie
Reklamy