Spacerem po Poznaniu

Najczęściej wpadamy do Poznania z jakimś konkretnym planem i celem, z listą spraw do załatwienia i miejsc do odwiedzenia. Szukamy parkingu jak najbliżej i chcemy zaliczyć punkty programu jak najszybciej i jak najłatwiej. W ten weekend udało nam się przemierzyć ulice Poznania tempem spacerowym, rozglądając się intensywnie dookoła. Znowu tyle się zmieniło…

Mieliśmy punkty zaczepienia, bo jednak trudno tak po prostu wyruszyć tylko na spacer do stolicy Wielkopolski i naszego miasta powiatowego. W sobotę wyruszyliśmy na poranek rodzinny w Muzie o 11.00, w niedzielę na mszę dla przedszkolaków u Pallotynów o 16.00 i Dni Łazarza w Parku Wilsona.

Spacerem

W sobotę udało nam się wyjechać na tyle wcześnie, że na seans w Muzie nie musieliśmy się zupełnie spieszyć. Zaparkowaliśmy na ulicy Ratajczaka, a stamtąd korzystając z nadmiaru czasu zrobiliśmy od niechcenia spacer ulicą 27 Grudnia do ulicy Mielżyńskiego i z powrotem. Okrąglak zainspirował nas do opoweiści o PEWEXie i znowu trzeba było odpowiadać na tysiące dlaczego. Zauważyliśmy, że rozglądamy się bardziej i widzimy więcej. Nie tylko przejeżdżające tramwaje, a udało nam się zaobserwować co najmniej trzy różne modele, ale fasady kamienic, balkony, dachy i wieżyczki. Po drodze minęliśmy naleśniki i lody na patyku, by zaraz skręcić w ulicę Kantaka i zobaczyć ogromny napis Cafetería i Tienda. Rozbłysły nam oczy i już było jasne, gdzie pójdziemy po zakończonym poranku w Muzie.

SAM_4508

Poranek w Muzie

Na naszym pierwszym poranku rodzinnym bardzo nam się spodobało, więc chcieliśmy powtórzyć te miłe doznania i sprawdzić jak będzie tym razem. Repertuar ułożono pod kątem tematu przewodniego czyli wyobraźni. Starsza córka bała się trochę pierwszej animacji, wymyślonej w konwencji baśni opowiadanej przez mamę wiewórkę. Spokojna narracja o sprytnej myszce, która chciała zażyć ruchu oraz o jej spotakaniach z lisem, sową i wężem , a na końcu ze strasznym Gruffalo. Więcej nie powiem:D A bajkę szczerze polecam, bo wydaje mi się genialna. Druga, która skradła nasze serca, opowiadała o słoniu i wymarzonym rowerze za 9999. Zapamiętaliśmy obie animacje, choć przyznam, że kino z roczniakiem, który zaczyna chodzić jest wyzwaniem, bo Alunia za długo siedzieć nie chciała. Na koniec oczywiście warsztaty i znowu wspaniałe zaskoczenie. W oficynie w pobliżu kina mieliśmy miłe spotkanie z chustą Klanza, jak również robiliśmy z wielkim zapałem puzzle ze szpatułek do gardła. Obu dziewczynkom podobały się zabawy z wirującą i wachlującą chustą, więc zarówno 4 late, Poruszyliśmy nasze wyobraźnie, podjedliśmy ciacho z lentilkami i musieliśmy iść sprawdzić to miejsce z hiszpańskim klimatem…

Jamón i Cola Cao

Niestety nie spróbowaliśmy za wiele, bo czas, na który wykupiliśmy nasz parking dobiegał końca. Nie zjedliśmy nic więcej poza bagietką z hiszpańską szynką… Wzięliśmy kawę i cola cao na wynos i pobiegliśmy. Dobrze, że tylko przez chwilę  poczuliśmy smaki naszej Hiszpanii.  W końcu mieszkaliśmy tam prawie cały rok. Jest za czym zatęsknić i o czym pomarzyć.

Łazarz

Do Parku Wilsona przyciągnęły nas obchodzone już od czwartku Dni Łazarza. Najczęściej docieraliśmy do tego miejsca zupełnie innym wejściem, tym najbliższym Palmiarni. Wyjątkowo było przejść przez główną bramę i zobaczyć, stawy, strumyki, kamieniste górki. Na scenie prężyli się akrobaci z pobliskiej szkoły, co wielce spodobało się naszemu przedszkolakowi. Musieliśmy zobaczyć cały występ z wszystkimi skokami i fikołkami. Zanim pojawił się występujący zespół country, dotarliśmy na plac zabaw. Zaczęły się wspinaczki, zjeżdzanie i inne szaleństwa, aż trzeba było szybko uzupełnić zapasy energii w pobliskim Projekcie Wilson.

 

 

Pomysł z kolacją w miłym lokalu z malutkim ogródkiem, wydawał się genialny. Jednak ani zupa szparagowa, ani danie dnia czyli pyry z gzikiem czy kaszanka nie przypadły do gustu najstarszej i sytuację uratowały chrupki kukurydziane. Za to bujak i klocki jak najbardziej. Młodszej wystarczyło, że ma trochę luzu i może pochodzić, zjadając bagietkię. Udało się przetrwać, w ekspresowym tempie posmakować dań i trzeba było wyruszyć w drogę powrotną, najpierw do auta, a potem do domu. Z ulicy Matejki skręciliśmy w Siemiradzkeigo, a potem w ulicę Chełmońskiego, gdzie na samym jej końcu czekał na nas nasz pojazd. Rozbrykaną starszą córkę okiełznaliśmy pokazując jej budynek w trakcie przebudowy, oraz  inne ciekawe kamienice. Skrócona lekcja architektury, przyniosła szybkie efekty w okrzyku „Mamo, tu też jest stary budynek!”. Na koniec tata opowiedział o części sklepów z elektroniką, bo przecież warto wiedzieć, gdzie można zdobyć opornik czy układ scalony i gdzie należy uzbroić się w wyjątkową cierpliwość czekając w kolejce.

Lubię odkrywanie nowych miejsc w Poznaniu i poznawaniu starych na nowo. Niestety, żeby cokolwiek zobaczyć trzeba mieć czas na spokojne spacerowanie i rozglądanie się, w końcu warto zobaczyć troszkę więcej niż spiesząc się na tramwaj czy zielone światło.

Reklamy

6 myśli na temat “Spacerem po Poznaniu

Dodaj własny

    1. Oczywiście, że warto:D Poznań ma wiele ciekawych miejsc dla dzieciaków. Poza tym odkrywamy coraz więcej zajęć, warsztatów i imprez, na których maluchy mogą świetnie spędzić czas:D

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: